Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura polska. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 lipca 2016

"Morderstwo i cała reszta" Marta Reich


Autor: Marta Reich
Tytuł: Morderstwo i cała reszta
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 848



Pola Białohorska ma wszelkie możliwości, by osiągnąć w życiu wszystko, czego tylko zapragnie. Już samo nazwisko otwiera jej wiele drzwi, które dla przeciętnego człowieka są pozamykane na cztery spusty. Bogaci rodzice i znane nazwisko to jednak tylko połowa sukcesu, bo gdy ktoś chce w życiu coś osiągnąć, trzeba mieć też nieco oleju w głowie. Poli go nie brakuje. Zdobyła świetne wykształcenie, ale nie rozpycha się łokciami, by zajść najwyżej jak się da. Idzie za głosem serca i zajmuje się pisaniem dla trzymającego wysoki poziom poczytnego magazynu dla kobiet "Madame". Jej ogromną ciekawość świata, spryt, dociekliwość i bystry umysł można w zasadzie uznać za zaletę, lecz pewne sytuacje sprawiają, że owe cechy charakteru zapędzają ją w rejony, gdzie czai się niebezpieczeństwo, a nawet śmierć. 

Jednym z punktów zwrotnych w życiu Poli staje się przeprowadzony przez nią wywiad z Elżbietą Wojnowicz, jedną z najbogatszych kobiet w Polsce. Żyjąca do tej pory z dala od światła fleszy królowa wielkiego biznesu po raz pierwszy chce podzielić się informacjami na temat swego prywatnego życia. W sumie nie byłoby w tym nic bardzo zaskakującego, gdyby się fakt, że kilka dni później Wojnowicz ginie, a okoliczności związane z przeprowadzonym przez Polę wywiadem rodzą coraz więcej wątpliwości, a wręcz budzą niepokój redaktorki. Wiele wskazuje na to, że Pola celowo została wplątana w tę dramatyczną historię, jednak nie wie przez kogo i dlaczego. Zadane pytania rodzą kolejne, wiele szczegółów daje do myślenia, a stąd już tylko krótka droga do podjęcia decyzji o rozpoczęciu własnego śledztwa. Pola zrobi wszystko, by poznać prawdę, ale tam gdzie jest trup, tam również musi być morderca, a zbliżanie się do rozwiązania zagadki, przybliża również niebezpieczeństwo.      

"Morderstwo i cała reszta" właściwie w całości opiera się na przemyśleniach bohaterki. Każda nowa informacja jest rozbierana na czynniki pierwsze, a potem umiejętnie dopasowywana do większej całości. Jako że Pola nie jest zawodowym detektywem, powieść ta w zasadzie pozbawiona jest technicznych szczegółów charakterystycznych dla profesjonalnie przeprowadzonego śledztwa. Większość wiedzy Poli pochodzi z informacji wydobytych od ludzi z otoczenia Wojnowicz i przebłyskach asnej intuicji. Jeśli chodzi o samą bohaterkę, to trzeba przyznać, że wzbudza sympatię i raczej trudno jej nie lubić. Autorka obdarzyła ją charakterem, który ciężko wpasować w stereotypowe myślenie o potomkach członków polskich elit. Osoba, która poprzez bogatych rodziców ma zapewniony byt na wysokim poziomie i rozległe znajomości wśród polskiej śmietanki towarzyskiej, zamiast skupiać się na przyjemnościach tego świata, koncentruje całą swoją energię w to, by być... zwykłą, miłą dziewczyną.

"Całe życie walczyłam o to, by ludzie widzieli we mnie normalną, życzliwą otoczeniu dziewczynę, którą starałam się być. Nie wstrętną zołzę, która patrzy na innych z góry i ma ich za nic. To nie było w moim stylu." (s. 12)  

Mimo wszystko Pola nie izoluje się od swojego środowiska, dzięki czemu wprowadza nas do swojego barwnego świata pełnego ludzi mediów, celebrytów, artystów czy też poważnych biznesmenów. I jest to tym ciekawsze, że robi to ze sporą dozą dystansu i poczucia humoru.

"Morderstwo i cała reszta" to powieść kryminalna, która powinna zaskoczyć niejednego miłośnika gatunku. Jeśli miłośnik ten lubi również, kiedy akcja powieści rozciąga się na ponad 800 stron, to tym samym powinien znaleźć się w czytelniczym niebie :)




Za egzemplarz bardzo dziękuję portalowi Sztukater.pl 



sobota, 25 czerwca 2016

"Upadła świątynia" Dominika Węcławek




Autor: Dominika Węcławek
Tytuł: Upadła świątynia
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 344



Czasem wystarczy tylko jedna chwila, by świat, który do tej pory znaliśmy, bezpowrotnie obrócił się w perzynę. Jak trudno przychodzą do głowy myśli o tym, że widok, który mamy za oknem, może zmienić się już na zawsze. Wszystkie obowiązki, praca, dzieci, szkoła, mieszkanie, dom, sąsiedzi - to wszystko tworzy niezmiennie solidną strukturę naszej codzienności, której jesteśmy pewni. Nie przychodzi nam do głowy, że to wszystko kiedyś może runąć jak domek z kart, bo prawda jest taka, że to co nas otacza, jest równie kruche jak ludzkie życie.     

Tylko dzięki niezwykłej intuicji i silnemu przeczuciu, że coś jest nie tak, Zofia i jej rodzina mogła ocalić życie. Schronili się w dobrze zabezpieczonej piwnicy, kiedy na miasto spadły bomby, zmieniające już na zawsze bieg historii. Warszawa przeobraziła się w miasto widmo pokryte szkieletami bloków, domów i... ludzi. Wszystko, co było na powierzchni, nie przetrwało, a przebywanie w radioaktywnych oparach stało się śmiertelnie niebezpieczne dla tych nielicznych osób, które przetrwały Zagładę. To jednak nie było jedyne zagrożenie, bowiem między gruzami przemykały zmutowane potwory, a nawet rośliny, które do tej pory kojarzyły się raczej z czymś przyjemnym i pożytecznym, mogły bez jakiegokolwiek problemu pozbawić życia. Ludzie zostali zmuszeni do tego, by zejść pod ziemię, więc najlepszym schronieniem stały się tunele stołecznego metra. To było jedyne w miarę bezpieczne miejsce, w którym można było rozpocząć nowy rozdział w życiu, ale nie zmieniało to faktu, że strach, brak pożywienia i ekstremalnie trudne warunki sprawiły, że zadanie było bardzo trudne do wykonania. 

Akcja powieści "Upadła świątynia" rozgrywa się na dwóch planach czasowych. Poznajemy zatem całą historię z dwóch perspektyw. Poprzez retrospekcje stajemy się świadkami wydarzeń w chwili Zagłady, patrzymy jak czteroosobowa rodzina próbuje poradzić sobie w zupełnie nowej, nieprzyjaznej rzeczywistości, gdzie szanowany i lubiany sąsiad może stać się oprawcą, a walka o byt wpisuje się w codzienność. Z drugiej strony przenosimy się w czasie do chwili, kiedy ludzie trwają w tunelach metra już dwadzieścia jeden lat, a bohaterowie powieści wyruszają w trudną i bardzo niebezpieczną misję, w której dość szybko priorytetowym zadaniem do wykonania staje się to, żeby po prostu nie dać się zabić.

Powieść Dominiki Węcławek to trzecia część z cyklu "Fabryczna Zona", w którym uniwersum tworzy "Kompleks 7215". Autorem dwóch pierwszych części jest Bartek Biedrzycki. Niestety, nie znam realiów postapokaliptycznego świata w jego wydaniu, dlatego jakiekolwiek porównania nie mają tu racji bytu. Przyznam tylko, że ta nieznajomość była jednak w pewnych momentach przeszkodą, gdy zaczęłam gubić się w zawiłej sytuacji politycznej, a także w utworzonych na nowo strukturach społecznych podziemnego świata. Nie zmienia to jednak faktu, że "Upadła świątynia" jest warta uwagi, a ponury klimat toksycznego i kalekiego miasta oraz jego podziemia przyciąga od pierwszych stron. 

"Miasto było piękne w swym kalectwie i w uporze, by mimo zniszczenia, śmierci, skażenia i huraganów ognia, wreszcie wszystkich tych dziwactw wypełzających z najmniejszych nawet wnętrzności - trwać" (s.13).

Warszawa więc trwa, nie da się pokonać. Choć zrujnowana, daje schronienie. Szczególnie fanom postapokaliptycznych wizji polecam wkroczyć razem z bohaterami powieści Dominiki Węcławek do tuneli stołecznego metra, by zobaczyć, jak ludzie żyją i próbują przetrwać. Mimo wszystko.            




Za egzemplarz bardzo dziękuję portalowi Sztukater.pl



środa, 22 czerwca 2016

"Lato leśnych ludzi" Maria Rodziewiczówna



Autor: Maria Rodziewiczówna
Tytuł: Lato leśnych ludzi
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 256





Puszcza rządzi się swoimi prawami, a człowiek, który chce przekroczyć granicę tego leśnego świata, musi się z tym pogodzić. Zbytnia pewność siebie i brak szacunku dla rytmu życia, który wyznaczają wschody i zachody słońca, szybko stają się kulą u nogi szukającego przygód wędrowca, a nawet mogą ściągnąć na niego poważne niebezpieczeństwo. Jeśli ktoś natomiast szuka ciszy i wytchnienia od codzienności w sercu dzikiej puszczy, musi dostosować swoje wymagania do rzeczywistości, bo lenistwo i miganie się od trudnych, wymagających, ale potrzebnych zajęć, może mieć równie tragiczne skutki, co przecenianie własnych umiejętności. Są jednak tacy, dla których las jest świętością, a jego mieszkańcy najważniejszymi istotami na świecie, ważniejszymi niż oni sami. Dla nich wszystko, co jest związane z leśnym życiem, nie ma żadnych tajemnic, ponieważ są jego nieodłączną częścią. Właściwie można ich spotkać wszędzie - na ulicy, w kawiarni, w bibliotece, może nawet jest nim najbliższy sąsiad, kuzyn lub brat. Wtopieni w miejskie życie starają się uczestniczyć w gonitwie współczesnego świata, lecz gdy tylko natura wysyła pierwsze sygnały, że za chwilę zbudzi się po długim zimowym śnie, ich serce zaczyna mocniej bić. Czas oczekiwania wreszcie dobiega końca i mogą znów wyruszyć tam, gdzie ich miejsce - do leśnej głuszy, jak na prawdziwych leśnych ludzi przystało.   

Miłośnikiem lasu może zostać każdy, lecz przywilejem przynależności do rodu leśnych ludzi szczycić się mogą nieliczni. Sama chęć nie wystarczy, by należeć do tego wyjątkowego grona.

"(...) jeśli chcesz być leśnym "ludziem", musisz w sobie zatracić lęk, gniew, wychować zaś w sobie, aż cię zupełnie ogarnie, miłowanie wszystkiego i wszystkich, co tu z tobą żyją i bywają pod bożym słońcem" (s.110).

Rosomak, Żuraw i Pantera w pewnym momencie swojego życia przekroczyli granicę dzielącą ich od całkowitego złączenia z naturą, nadając tym samym swej egzystencji zupełnie innego wymiaru. Każdego roku wyjeżdżają do chaty w leśnej głuszy, by tam z pełnym nabożeństwem i oddaniem uczestniczyć w pozornie tylko spokojnym naturalnym rytmie każdego dnia. Tym razem dołącza do nich siostrzeniec Rosomaka, młodzieniec nieco "nadpsuty" wygodnym życiem oferowanym przez zdobycze cywilizacyjne oraz udręczony miłością do znacznie starszej od siebie kobiety. Tak kompletnie odmienne warunki od tych, do których był przyzwyczajony, zupełnie go zdezorientowały, wręcz wywoływały lęk, lecz z czasem zaczęły go coraz bardziej fascynować. Nadająca w jego życiu nowy rytm natura, coraz gęściej zapełniała jego serce i duszę, a on sam zapragnął wstąpić w szeregi leśnych ludzi. Do tego jednak prowadzi długa i niepewna droga, bo cel, który sobie wyznaczył, jest niezwykle trudny do osiągnięcia.     

Próżno tutaj szukać akcji, po której czytelnik może dostać zadyszki. Nie po to Maria Rodziewiczówna wysyła nas w samo serce puszczy. Proponuje nam coś zgoła innego, bo czasem warto w tej całej gonitwie, w której uczestniczymy każdego dnia, włączyć hamulce i zwolnić, może nawet się zatrzymać całkowicie. Tylko w ten sposób nasze zmysły się wyostrzą i zaczniemy dostrzegać więcej niż dotychczas. Może się okazać, że obserwowanie biegnącej po gałęziach drzew wiewiórki, będzie niebywale przyjemne i odprężające, a podążanie wzrokiem za powolnym jeżem niekoniecznie musi być nudne. Powieść Rodziewiczówny jest wypełniona takimi obrazami, którymi warto nacieszyć zmysły. Można się w nich zanurzyć i poddać się niespiesznemu tempu, a nieco archaiczny język przeniesie nas w zupełnie inne czasy, gdzie miłość do natury jest nie mniej ważna niż miłość do ojczyzny.  
      


Za egzemplarz bardzo dziękuję portalowi Sztukater.pl

sobota, 18 czerwca 2016

"Master" Olgierd Świerzewski




Autor: Olgierd Świerzewski
Tytuł: Master
Wydawnictwo: MUZA SA
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 528



Aleks Rymer jest niczym taran, który bez żadnych skrupułów zburzy wszystko, co stanie mu na drodze do osiągnięcia zamierzonego celu. Nie cofnie się przed żadnym działaniem, nawet jeśli w grę wchodzą nieczyste zagrywki, by "nagiąć świat do swojej wizji" (s.21). Etyczne zachowanie nie jest wpisane w jego charakter i biada temu, kto mu się w jakikolwiek sposób narazi. Charyzma, pewność siebie, ambicja, bezwzględność, a przy tym nieodparty urok - to cechy, które gwarantują mu sukces podczas wspinania się po szczeblach firmowej drabiny. I zachodzi bardzo wysoko, lecz nadszedł w końcu moment upadku, ponieważ ktoś postanowił przypisać sobie sukcesy Aleksa. To był cios, którego się zupełnie nie spodziewał, gdyż okazało się, że tym człowiekiem był jego szef, czyli ktoś bardzo dla niego ważny, jego mentor. Drugi cios był jeszcze gorszy do przełknięcia. Pod pretekstem awansu Aleks został wysłany na peryferia wielkiego biznesu - do Warszawy, gdzie nikt nie czekał na niego z otwartymi ramionami. Zaczęła się bezwzględna walka nie tylko o przetrwanie, ale również o władzę, a gdzieś między wszystkimi poczynaniami Rymera czaiła się zemsta.  

Tak bliskie spotkanie z myślami i emocjami człowieka, który szczerze przyznaje, że nienawidzi ludzi, jest niecodziennym, ale też bardzo ciekawym doświadczeniem. Większość osób przeważnie ukrywa się ze swo niechęc do tych, których z jakichś powodów nie znosi, nakładając przy tym maskę życzliwości i fałszywej sympatii. Aleks nie jest wyjątkiem. Zakłada maskę tak często, jak tylko mu jest potrzebna, by osiągnąć to, czego chce, a przeważnie w grę wchodzą transakcje i ogromne sumy pieniędzy. My za tę maskę możemy zajrzeć, by poznać prawdziwego Aleksa. To, co mamy przed oczami, jednak nie napawa optymizmem. Prawda jest chyba nawet gorsza niż kłamstwo, a najgorsze w tym wszystkim jest to, że mimo wszystko jest ona szalenie... intrygująca. Bohater powieści okazuje się być antybohaterem, a jednak jest w nim coś, co sprawia, że chce się go poznać bliżej, a może nawet chociaż w niewielkim stopniu zrozumieć motywacje jego postępowania, bo tak naprawdę w tym twardym, pozbawionym empatii obliczu jest rysa, która pozwala nam zajrzeć jeszcze głębiej. Otóż człowiek potrafiący wykorzystać nawet najmniejsze słabości swojego przeciwnika, nie jest również od nich wolny.

"Czasem, kiedy tylko otwieram powieki, mam poczucie, że jest mi niewygodnie we własnej skórze" (s.10).
 
Jego siłą jest jednak to, że potrafi ukryć je na tyle dobrze, że dla wszystkich stają się po prostu niewidoczne. Nie potrafi pogodzić się z myślą, że traci nad czymś kontrolę, dlatego wszelkie słabości za wszelką cenę chce utrzymać w ryzach za pomocą swej potężnej determinacji i pewności siebie. 

"Master" to bardzo mocna, męska proza, która nie bierze jeńców. Nie pozostawia czytelnika obojętnym na to, co w niej znajdzie. Zostaje on wciągnięty w rozgrywki toczące się na placu boju pt. praca w korporacji, gdzie człowiek jest tylko mało znaczącym elementem całej układanki. Korporacja nie toleruje słabeuszy, eliminuje bez litości słabe ogniwa. To miejsce, w którym intryga goni intrygę, a my mamy możliwość się temu przyglądać i po swojemu oceniać. Tu przeciętność nie ma racji bytu. Autor jakby również szedł tym tokiem myślenia i stworzył powieść, która do przeciętnych z pewnością nie należy. Przekonajcie się o tym sami!    




 Za egzemplarz serdecznie dziękuję portalowi Sztukater.pl


czwartek, 9 czerwca 2016

"Hormonia" Natasza Socha




Autor: Natasza Socha
Tytuł: Hormonia
Wydawnictwo: Pascal
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 350



Burza hormonalna to jest coś, co bardzo dobrze, właściwie od podszewki, zna każda kobieta. To prawdziwa rewolucja, która znacząco wpływa na jakość życia. Akceptacja dla takiego stanu rzeczy właściwie nie istnieje. Pal licho, kiedy chodzi o przemianę dziewczynki w młodą, kipiącą energią życiową młodą kobietę. Gorzej, kiedy lata mijają, a ciało zaczyna coraz bardziej nam przypominać o tym, że coś się kończy i zaczynamy zupełnie nowy etap, po którym nie ma już nic "z wyjątkiem sztucznej szczęki oraz badań kolonoskopii" (s. 29). Menopauza... Nawet jeśli będziemy chciały przed nią uciekać na koniec świata, i tak nas dopadnie. Nawet jeśli będziemy szukały ratunku na szpitalnych stołach, gdzie chirurg spróbuje skalpelem odciąć nas od upływającego czasu, menopauza nie zrozumie naszych starań. Weźmie to, co jej się z natury należy. I jak tu z nią walczyć? A może zamiast wdawać się w bezproduktywne walki, warto zanurzyć się po uszy w... hormonii. Harmonii hormonów.   

Kalina ma 45 lat i... niezbyt wesołe perspektywy na przyszłość. Można by powiedzieć, że osiadła na mieliźnie i nie ma pojęcia, jak się z niej wydostać. Boi się starości, boi się również apodyktycznej matki. Zupełny brak asertywności sprawił, że zaborcza matczyna miłość zdusiła w niej wszelkie przejawy samodzielności. Kalina przez wiele lat miotała się między rolą żony i córki, aż w końcu jej małżeństwo się rozpadło. Matka odniosła zwycięstwo i zupełnie nie przeszkadzał jej fakt, że córka przegrała swoje życie. Osiągnęła to, co chciała, miała Kalinę oraz wnuczkę przy sobie. Wydawało się, że już na zawsze, jednak nieoczekiwanie sytuacja zaczęła się powoli wymykać z rąk, bo przecież "każdy człowiek potrzebuje wolności polegającej choćby na przejściu nago z pokoju do łazienki. Na zjedzeniu ciastka w pościeli. Na niedbałym ułożeniu swojego ciała na kanapie i wyciągnięciu nóg na stół. Na podrapaniu się po wzgórku łonowym wreszcie" (s. 16). Pewne spotkanie w zupełnie niecodziennych okolicznościach sprawiło, że na horyzoncie pojawiło się światełko nadziei na choćby minimalną zmianę, na tak potrzebny każdemu oddech wolności, na coraz bardziej wyczuwalny zapach przygody. 

"Hormonia" jest w pewnym sensie lekarstwem na lęk, którego doświadcza wiele osób. Pogodzenie się z myślą, że starość w końcu i nas do siebie przygarnie, pomarszczy nam ciała i popsuje zdrowie, jest szalenie trudnym zadaniem. Buzujące w nas hormony z pewnością w tym nie pomagają. Natasza Socha pokazała nam, że nawet z menopauzą da się żyć. Nie tylko żyć, ale też doświadczać życia w najlepszy z możliwych sposobów. Dojrzałość ma do zaoferowania więcej niż może się wydawać, o ile sami siebie zbyt mocno nie ograniczamy. Zawczasu warto więc przygotować sobie listę marzeń do spełnienia, bo może się przydać :) Warto pamiętać również o tym, że nigdy nie jest za późno na to, by zawalczyć o samego siebie. Dobrze jest od czasu do czasu nie oglądać się na innych, bo zawsze znajdzie się kt, kto będzie niezadowolony z podejmowanych przez nas decyzji.  

"Hormonia" to ciepła, pełna humoru powieść o tym, że osiągniecie pełnej dojrzałości to tylko etap w życiu, a nie jego koniec. Dla kobiet po czterdziestce powinna to być lektura obowiązkowa, jednak te, które jeszcze nie osiągnęły odpowiedniego wieku też znajdą tu coś dla siebie. Ja znalazłam i przyznaję, że dało mi to wiele do myślenia. Wam też polecam poszukać.


Moja ocena: 5/6 


niedziela, 5 czerwca 2016

"NLP w balerinkach" Agnieszka Ornatowska






Autor: Agnieszka Ornatowska
Tytuł: NLP w balerinkach, czyli jak szybko, łatwo i przyjemnie stać się szczęśliwą kobietą
Wydawnictwo: Helion
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 136




Co założyć: balerinki czy szpilki? Co jest lepsze: wygoda czy elegancja? Zapewne wiele kobiet chociaż raz w życiu stanęła przed tego typu wyborem. Dobór obuwia na co dzień ma ogromne znaczenie, bo przecież zależy nam na ładnym, estetycznym wyglądzie. Zależnie od okoliczności wybieramy, to co nam najbardziej pasuje. Jednak, gdy przeniesiemy się w strefę mentalną, okaże się, że sytuacja nie przedstawia się już w tak oczywisty sposób. Niby mamy możliwość wyboru tego, co dla nas najlepsze, mamy wszelkie predyspozycje do tego, by nasze życie było wypełnione szczęściem, a jednak okazuje się, że odkładamy balerinki na bok i zakładamy niewygodne szpilki, których już nie potrafimy zdjąć. Biegamy w nich do pracy, do sklepu, na spotkanie ze znajomymi, po dzieci do szkoły, sprzątamy w nich, jeździmy na urlop, a nawet śpimy. Z czasem zaczynają nas uwierać mocno, a noszenie ich staje się w końcu bardzo nieprzyjemne. Oczywiście chcemy je zrzucić, ale okazuje się, że jest to dla nas zbyt trudne, i tak sobie w nich wciąż chodzimy, nie mając pojęcia, co z tym fantem dalej zrobić. Agnieszka Ornatowska przybywa nam z pomocą i podsuwa kilka ciekawych i prostych porad, by zmienić znienawidzone obuwie na coś znacznie wygodniejszego.   

Co się kryje za tajemniczym skrótem NLP? Otóż jest to programowanie neurolingwistyczne, czyli "zestaw technik, które pozwalają zarządzać swoimi myślami i emocjami oraz wpływać na innych" (s. 11). Pozwalają one w dość niecodzienny sposób spojrzeć na wszelkie problemy, a przede wszystkim na emocje, którymi kierujemy się w swoim życiu. Autorka stara się nam pokazać, że w każdej sytuacji można zobaczyć coś pozytywnego, a droga do szczęścia nie musi być wcale wyboista, pełna wyrzeczeń i trudnych do realizacji zadań. Wręcz przeciwnie! Proponuje nam bardzo proste, niewymagające ćwiczenia, które mają jednak w sobie wielką moc. Czasem wystarczy... uniesienie do góry kącików ust na dłuższą chwilę, by poczuć się nieco lepiej. Tyle tylko wystarczy, by po naszym organizmie zaczęły krążyć endorfiny :) Jakim cudem? Ano takim, że "mózg nie reaguje na powstałą emocję, tylko na wyraz Twojej twarzy" (s. 52).

Dzięki temu poradnikowi dowiesz się również jak m.in. zmieniać swoje myśli, przestać słuchać wewnętrznego krytyka, radzić sobie z lękiem czy przestać żyć pod presją obowiązków. Dowiesz się również, jakie korzyści płyną z przyjaźni z własną podświadomością. Jeśli chcesz zrzucić szpilki, czyli przestać się stresować, denerwować, martwić się o wszystko i wszystkich, przejmować się zanadto opiniami innych i zacząć żyć na luzie i na własnych warunkach, ta książka powinna Ci w tym pomóc. Bardzo dobrą stroną tego poradnika jest to, że raczej skupia się na odwracaniu uwagi od nieprzyjemnych emocji, pracowaniu z nimi w nietypowy sposób, niż na ich wypieraniu, co na dłuższą metę może przynieść katastrofalne skutki. "NLP w balerinkach" to swego rodzaju pierwsza pomoc w sytuacjach, w których nie wiesz, co zrobić, by znaleźć w sobie wewnętrzny spokój.

"Pozwól sobie rozkoszować się każdą chwilą, kiedy przestajesz czuć napięcie - zauważaj takie chwile i celebruj - tak jak moment zdjęcia szpilek po długim dniu. Bo to jest Twój pierwszy krok do życia, w którym będziesz czuła się dobrze, jak tylko zechcesz" (s.24).  

Polecam wszystkim kobietom, bez wyjątku.    



Moja ocena: 5/6



Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Sztukater.pl

http://sztukater.pl/

poniedziałek, 30 maja 2016

"Alicja w krainie czasów" Ałbena Grabowska


Autor: Ałbena Grabowska
Cykl: Alicja w krainie czasów
Tytuł: Czas zaklęty, tom 1
Wydawnictwo: Zwierciadło
Rok wydania: 2016
Ilość stron: 336


 
Każda matka chce dla swojego dziecka tylko tego, co najlepsze. Bezdyskusyjnym i najważniejszym jej pragnieniem jest to, żeby było zawsze zdrowe i szczęśliwe, by mogło w pełni cieszyć się tym wspaniałym darem, jakim jest życie. Chce je chronić za wszelką cenę, nie bacząc na żadne przeciwności, a koncentrując się na życiu dziecka, nierzadko zapomina o swoim własnym, kładąc na szali również swoje marzenia. Wiele zdeterminowanych matek jest w stanie poruszyć niebo i ziemię, by dać swoim dzieciom to, czego same nie miały. Jedną z nich jest Natalia, która postanowiła sięgnąć jeszcze dalej i przekroczyć tym samym granice wszelkich ludzkich możliwości, bowiem nadziei na lepszą przyszłość dla swojej córki upatrywała nie w modlitwach do Boga, ale w magii i czarach.  

W 1880 roku przyszła na świat Alicja jako owoc romansu hrabiego Jana Księgopolskiego z służącą Natalią. W tym samym czasie hrabia oczekuje również narodzin innego dziecka, lecz w tym przypadku swojego prawowitego dziedzica. Niewykształcona i naiwna Natalia roi sobie w głowie, że to właśnie ona i jej dziecko są dla Jana najważniejsze. Ucieka się do czarów, wierzy, że pomogą jej one zająć miejsce hrabiny i umożliwią Alicji dorastanie u boku swego ojca. Pragnie również tego, by jej córka nie była tylko zwyczajną dziewczynką. Chce dla niej czegoś znacznie więcej, czegoś co sprawi, że będzie się wyróżniać na tle innych ludzi. Magia ma wybić Alicję ponad przeciętność. Igranie z przeznaczeniem często ma jednak bardzo poważne konsekwencje. Los z natury bywa nieprzewidywalny i nawet jeśli obiecuje złote góry, nie zawsze dotrzymuje słowa, a działanie w dobrej wierze koniec końców może przynieść więcej złego niż dobrego.

Dorastająca Alicja nie zdawała sobie zupełnie sprawy z sytuacji, w jakiej postawiła ją matka. Jej niemająca granic ciekawość świata nie ogarniała jeszcze tego, co ukryte pod powierzchnią. Pytała, szukała odpowiedzi, ale nie rozumiała ironicznych, pogardliwych słów ciotki, których była adresatką. Nie rozumiała chłodnego dystansu dzielącego ją od rodziców niczym głęboka przepaść. Z czasem coraz więcej dziwnych sytuacji, w których uczestniczyła, doprowadziły do wzajemnego uzupełniania się elementów układanki, aż w końcu ułożyły się w jedną całość i wreszcie mogła poznać odpowiedź na najważniejsze w jej życiu pytanie: kim właściwie jestem?

Ałbena Grabowska swoją powieścią w ciekawy i bardzo przekonujący sposób pokazała nam, jak bardzo różnorodne było życie w Polsce końca XIX w. Zaprowadziła nas za drzwi chaty należącej do nieco strasznej wiejskiej szeptuchy, pozwoliła nam też zajrzeć przez dziurkę od klucza do pokojów członków arystokratycznej rodziny, byśmy mogli zorientować się, co też się tam w środku dzieje. Wprowadziła nas również na warszawskie salony, w których to ówcześnie panowała moda na przeprowadzanie seansów spirytystycznych.  Na tle barwnego i nieco ekscentrycznego, choć niepozbawionego sztywnych zasad, świata dorosłych, zgoła inaczej przedstawia się życie małego dziecka. Stopień uczuć bogatych rodziców wobec swoich pociech wyznaczały drogie stroje i zabawki, a posłuszeństwo wobec rodziców i Boga było wymagane w najwyższym stopniu. Dzieci biedaków pomagały rodzicom od najmłodszych lat i właściwie miały ogromne szczęście, gdy mogły wkroczyć w dorosły wiek, unikając śmierci z powodu chorób lub głodu. Ich uczucia nie miały żadnego znaczenia. Często rodzice nie mieli pojęcia, że ich pociechy w ogóle je mają...  

Pierwszy tom trylogii "Alicja w krainie czasów" to doskonały wybór na zbliżające się wakacyjne wieczory, a nawet noce, kiedy to oderwanie się od tej książki okaże się niemożliwe do zrealizowania. Zaostrzy również smak na więcej, a w wielu czytelnikach wywoła wręcz wilczy apetyt.

Polecam bardzo gorąco!     

     

Moja ocena: 6/6