Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbiór opowiadań. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zbiór opowiadań. Pokaż wszystkie posty

piątek, 19 października 2012

"W pościeli" Ian McEwan




Autor: Ian McEwan
Tytuł: W pościeli
Wydawnictwo: Albatros, 2009
Ilość stron: 208


Do zakupu tej książki zachęcił mnie przede wszystkim niezwykły opis: "Zbiór siedmiu, ocierających się o makabrę opowiadań, studium psychozy w najróżniejszych formach. Pomiędzy rzeczywistością a iluzją, normalnością a obłędem, rozgrywają się ludzkie dramaty". I jak miałam jej nie wrzucić do koszyka? Oczekiwania wobec tych opowiadań miałam spore. Chyba jednak naczytałam się zbyt wiele horrorów i thrillerów, bo moje wyobrażenia o tym, co znajdę w książce kompletnie nie pokryły się z tym, co rzeczywiście w niej było. Przede wszystkim nie znalazłam tego znamiennego dla mnie ocierania się o makabrę. No cóż, nie było jednak aż tak źle, bo obłęd owszem i był, a i też sporo kontrowersji. To "osłodziło" mi trochę poczucie zawodu.

Wszystkie siedem opowiadań Iana McEwana mają w sobie coś oryginalnego, mrocznego, dziwnego, interesującego, śmiesznego, czasem... niezrozumiałego. Zatem, jak widzicie, lektura zbioru "W pościeli" zapewnia nam sporo czytelniczych doznań. Najwięcej ciekawych emocji dostarczyło mi (najlepsze z wszystkich) opowiadanie pt. "Rozkoszne konanie". Głównym bohaterem jest pewien bogaty biznesmen, którego życie zawodowe to nieustanne pasmo sukcesów, natomiast życie prywatne już nie przedstawia się tak różowo. Ma za sobą trzy nieudane małżeństwa, lecz nie powstrzymuje go to od poszukiwania kolejnej kandydatki na żonę. Pewnego dnia poznaje Helen, w której zakochuje się na zabój. Sprowadza ją do swojego domu, obdarowuje licznymi prezentami, rozmawia z nią godzinami, uprawiają seks i jak to często bywa, po jakimś czasie w związek wkrada się ktoś trzeci. Przynajmniej tak się naszemu biznesmenowi wydaje. Paranoja wywołana poczuciem zdrady sięga zenitu, kiedy bohater postanawia zabić Helen. Brzmi to trochę jak romans połączony z kryminalnym wątkiem, ale jest tu pewien ciekawy haczyk. Otóż Helen jest... manekinem. Zaskoczeni?   

Narratorem jest tu człowiek, który stopniowo popada w coraz większy obłęd. W trakcie czytania opowiadania jesteśmy dosłownie wessani w jego urojenia, widzimy więc świat przez pryzmat chorego umysłu. Tak naprawdę to do końca nie wiedziałam, czy mam się z tego człowieka śmiać, czy właściwie mu współczuć. Przyznaję również, że niejednokrotnie byłam zażenowana jego zachowaniem. Jednak przede wszystkim byłam zafascynowana sposobem, w jaki wykreowana została postać samej Helen. Manekin od początku do końca był tylko manekinem, lecz w genialny sposób został obdarzony szeregiem ludzkich cech. Przykładowo fakt, że Helen nie podnosiła słuchawki telefonu, gdy bohater dzwonił z służbowego wyjazdu, składano na karb tego, że się po prostu obraziła lub właśnie w tym momencie nawiązuje intymne relacje z kierowcą.

Reszta opowiadań jest mniej lub bardziej kontrowersyjna, ale z pewnością poziomem nie dorównują "Rozkosznemu konaniu". Napiszę tylko, że spotkamy się w nich np. z postapokaliptyczną wizją świata, romansem między czternastolatką a tajemniczą karlicą, perfidną zemstą dwóch kochanek zarażonych przez pracownika sekshopu chorobą weneryczną itp. Język jakim posługuje się Ian McEwan jest bardzo plastyczny i ciekawy. Jednak opowiadania zawarte w tym zbiorze, z wyjątkiem tego jednego przykładu, zupełnie nie powaliły mnie na kolana. Jednak sięgnę po kolejne utwory tego autora, ponieważ mam szczególną ochotę na jego "Pokutę".

Czy polecam? Raczej tak, chociażby po to, żebyście mogli zapoznać się z "Rozkosznym konaniem".      
 
Moja ocena: 4/6


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania "Z literą w tle"

wtorek, 10 lipca 2012

"4 pory mroku" Paweł Paliński



Autor: Paweł Paliński
Tytuł: 4 pory mroku
Wydawnictwo: Fabryka Słów, 2009
Ilość stron: 416


"Dzień w dzień pokornie zakładasz ciasny kołnierz istnienia. Przeżuwasz, trawisz, wydalasz. Pomału, niezauważalnie ślepniesz na ohydę codzienności. Ludzie wokół zżerają się nawzajem. Tym, którzy żrą najszybciej stawia się pomniki. Rzeczywistość coraz mocniej zaciska się na szyi".

Przyszedł czas na zmianę klimatu. Chciałam chociaż na chwilę powrócić do tego, co lubiłam, lubię i już chyba zawsze będę lubić - horrory. Oczywiście bezkonkurencyjni w tym gatunku są dla mnie S. King i G. Masterton, więc sięgałam po książkę Palińskiego z pewną obawą. Nie wiedziałam, czy pisarz z naszego rodzimego gruntu jest w stanie udźwignąć temat bez narażenia się na śmieszność. Otóż ogłaszam wszem i wobec - jak najbardziej jest w stanie! Paliński mnie nie zawiódł. Udowodnił też, że naszym pisarzom niczego nie brakuje, a już na pewno wyobraźni i pomysłu.

"4 pory mroku" to zbiór dziesięciu opowiadań:
  1. Fair play
  2. Zapłacz, a ja cię ukoję, rzekła Śmierć
  3. Gniazdo os
  4. Wiele, wiele przyszłości temu
  5. Trikkety-traketty-trak, albo ze szczęściem nie ma żartów
  6. Krótka ballada o przemienieniu
  7. Judasz z krwi i kości
  8. Pięć minut przed końcem lata
  9. To dla Lucy Lee, choć Lucy Lee już tu z nami nie ma
  10. Cztery pory mroku
Każde z nich prezentuje dość wyrównany poziom, co raczej w takich zbiorach często się nie zdarza. Język, jakim posługuje się Paliński, jest plastyczny, ciekawy i bardzo przemyślany. Nie ma tu zbędnych dygresji, nie wyczuwa się "wymęczonych" słów pisanych na siłę. Za to mamy mnóstwo ciekawych metafor i porównań.

Jeśli jednak oczekujemy, że spotkamy tu potwory czyhające w ciemnościach i atakujące znienacka bezbronnych, wystraszonych ludzi, to się możemy pomylić. Co prawda znajdziemy tu wampiry czy też wilkołaki, ale nie ich trzeba się bać. Tak naprawdę najmroczniejsza jest tu ludzka dusza i kiełkujące w niej przerażające myśli. Chyba najciekawszym i przy okazji wprowadzającym w cały zbiór opowiadaniem jest "Fair play". W życiu Floyda Remingtona zachodzi nieoczekiwana zmiana - dostaje wymówienie z pracy. Jadąc samochodem, bohater czuje coraz bardziej wzrastający w nim gniew. Zaczyna naciskać coraz mocniej na pedał gazu. Wkrótce osiąga dużą prędkość i na zakręcie jego auto wypada z drogi. Zderza się z autem Anny Croswell. Oba samochody lądują na dzikim wysypisku śmieci. Sytuacja jest nieciekawa, bo nikt nie widział wypadku, oboje nie mogą się ruszyć z miejsca, a w ich telefonach nie ma zasięgu, więc nie mogą wezwać pomocy. Na dodatek Floyd i Anna nie zapałali do siebie sympatią, więc atmosfera robi się coraz gęściejsza. I co dalej? Tego nie zdradzę :)
 
W "Wiele lat, wiele przeszłości temu" doświadczamy niezwykłego paradoksu - Raybourn, wampir uzależniony od leków, im częściej staje w obliczu śmierci, tym większą odczuwa radość życia. Kojarzy mi się to nieco z barokowym konceptem :) Takich ciekawych pomysłów i zaskakujących zwrotów akcji jest oczywiście w całym zbiorze więcej.

Przyznaję, że z początku troszkę miałam problem z tym, że Paliński akcję swoich opowiadań osadził w amerykańskiej rzeczywistości. Ale problem szybko znikł, bo i w tym przypadku autor sobie doskonale poradził. Mogłam tylko oddać się przyjemności czytania.
  
Polecam, polecam, polecam! Szczególnie fanom gatunku, bo w zasadzie opowiadania Palińskiego nie odbiegają daleko od konwencji i również w nich trup ściele się gęsto :)
      
Moja ocena: 5/6