Autor: Katarzyna Grochola
Tytuł: Kryształowy Anioł
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie, 2009
Ilość stron: 544
Oczywiście ja - jak to ja - zarzekałam się, że nigdy, przenigdy, absolutnie w żadnym wypadku nie sięgnę po żadną książkę Katarzyny Grocholi. W zasadzie nie wiem do końca, skąd ten brak sympatii do jej twórczości skoro nawet nie miałam okazji jej wcześniej poznać. Ale wiecie jak to jest, czasami jak się człowiek uprze... No więc ja - jak to ja - oczywiście przytargałam ową Grocholę do domu :)
Problem w tym, że chyba trafiłam z "Kryształowym Aniołem" jak kulą w płot, bo sądząc po sukcesie jaki odniosła autorka jestem w stanie wysnuć wniosek, że potrafi jednak napisać coś znacznie lepszego... Sprostujcie mnie proszę, jeśli się mylę. Mimo wszystko nie zraziłam się i z powodzeniem dotarłam aż do ostatniej strony, uff... ;)
Główna bohaterka powieści - Sara to osobowość, która w jednej części czytelników wzbudzi irytację, w drugiej - litość. Mamy tu przed oczami niezwykle zakompleksione stworzenie, które co rusz jest ciężko doświadczane przez los. Przyszły-niedoszły mąż zdradza ją z jej najlepszą przyjaciółką, rodzice zdają się nie zwracać na nią większej uwagi, ponieważ z wielkim oddaniem zajmują się jej osieroconą kuzynką Ireną, w pracy staje się popychadłem służącym właściwie tylko do robienia kawy... Chodzące nieszczęście, które pozwala sobie wszystkim wejść na głowę. Ale to jeszcze nie wszystko. Otóż los obdarzył Sarę (jakby jej mało było) wadą wymowy i nasza bohaterka w swoich wypowiedziach zamienia "r" na "d", dlatego też na przykład Irena staje się Ideną. Oczywiście Sara usilnie stara się nad tym pracować z logopedą i nawet osiąga znakomite wyniki, jednak wada ta daje o sobie znać w stanach zdenerwowania.
O czym bohaterka najbardziej marzy? O dziecku i pracy w radiu. Kiedy wreszcie spełnia się to drugie marzenie, okazuje się, że praca ta zupełnie rozminęła się z oczekiwaniami Sary. Zamiast prowadzić audycje radiowe, jej głównym zadaniem jest odbieranie telefonów i parzenie kawy współpracownikom. Typowe "przynieś, wynieś, pozamiataj". Niemal natychmiast staje się obiektem kpin z powodu swojej wady wymowy. Nieszczęśliwa dziewczyna próbuje wyrwać się z matni swoich kompleksów. Ćwiczy swoją asertywność, ale głównie w myślach, bo w rzeczywistości ciągle jest obiektem czyichś manipulacji. W pewnym momencie postanawia zwierzyć się komuś ze swoich problemów. Właściwie nie komuś, ale czemuś. Będąc na nocnej zmianie, po cichu skrada się do... mikrofonu. Mówi do niego, sądząc, że nikt jej nie słyszy. Nieświadoma tego, że jej monolog jest nagrywany, wszystkie jej słowa trafiają w eter. Sytuacja się powtarza, a Sara z czasem staje się... bohaterką, która zmienia życie wielu ludzi...
Nie wiem jak Was, ale mnie ta historia zupełnie nie przekonuje. Być może dlatego, że Sara ani na chwilę nie potrafiła zdobyć mojej sympatii. Jest jednak coś, co przyciągnęło moją uwagę i pozwoliło na to, by dotrwać do końca powieści. Po pierwsze dość ciekawy wątek dotyczący rodziców Sary, po drugie ironia, którą Grochola bardzo zręcznie żongluje.
"Pan Frank (a niegdyś Franciszek) uczesał najpierw Sarę, a potem matkę. Po fryzjerze były w salonie piękności u Betty (niegdyś Beaty), gdzie zrobiono im manicure i pedicure (...). Z salonu piękności pojechały do kwiaciarni Gold Flower (dawniej Goździk), bo matka koniecznie chciała sprawdzić, czy na pewno bukiet będzie gotowy. (...) Następnie pojechały do domu, gdzie już czekała stylistka (dawniej krawcowa), żeby dokonać ostatniej przymiarki bezwzględnie najpiękniejszej sukni ślubnej, zamówionej przez matkę w zakładzie Your Happy Marriage (dawniej Panna Młoda), z francuskich koronek".
No cóż, przekonywać do "Kryształowego Anioła" nikogo nie będę. Nie polecam, ani kategorycznie nie odradzam. Myślę, że każdy z Was będzie w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie - czytać czy nie czytać?
Moja ocena: 3/6
Książkę przeczytałam w ramach wyzwań "Z literą w tle" i "Polacy nie gęsi, czyli czytajmy polską literaturę"
